Galleries

Mistrzostwa Orzesza XC

Mocne rozpoczęcie sezonu 2013! Jeszcze leży śnieg, w nocy jest -15*C, a w Orzeszu już organizują Mistrzostwa o Puchar Burmistrza w XC. Wyścig odbył się na rundach, z podziałem na kategorie wiekowe. Trasa łatwa, ale wiele trudności sprawiało rozjeżdżone błoto pośniegowe, które zamarzało na rowerze. Naszą ekipę reprezentował Marcin, a ja obsługiwałem bidony i foto.

Nasz najlepszy zawodnik od początku jechał w czołówce, a przez większą część wyścigu utrzymywał drugą pozycję. Niestety, awaria manetki i konieczność napierania z małego blatu sprawiły, że Marcin przegrał finisz z zawodnikiem z Krossa i zajął ostatecznie 3.miejsce.

Wyścig Elity, zgodnie z oczekiwaniami, wygrał Wojtek Halejak.

Po większości zawodników było widać, co Marcin potwierdził, że w marcu zaginanie się jeszcze boli…

Zgrupowanie Kolarskie w Calpe

W dniach 8 – 15 Lutego 2013 odbywało sie amatorskie zgrupowanie kolarskie. Organizatorem był Artur Miazga z https://www.facebook.com/TrainWithWattscom. Co tu dużo mówić, wyjazd był perfekcyjny pod każdym względem.

Do Calpe przylecieliśmy w piątek po południu. Nasze rowery już na nas czekały. Apartament z wielkim tarasem w zasadzie wychodzący na plażę. Od soboty codzienne treningi pod okiem doświadczonych kolarzy. Przed treningiem organizator dbał nawet o zmieszanie nam izotoniku i dostarczenie żeli i batonów energetycznych. Na treningach, pomimo, że byłam jedyną dziewczyną i przy tym najsłabszą osobą w peletonie, atmosfera była taka, że czułam się wyśmienicie. Jeździliśmy w zasadzie cały czas w grupie. Kiedy pojawiał się podjazd każdy jechał swoim tempem a ja wiedziałam gdzie będą na mnie czekać. Często miejscem postoju była kawiarnia z pyszna kawą i tarasem skąpanym w hiszpańskim słońcu.

Widoki i temperatura w Hiszpanii była niesamowita. Nie raz wychodziło się na trening zupełnie na krótko, tylko z kamizelką i rękawkami schowanymi w kieszonce na zjazdy.

Po treningach, często nie zdążyliśmy się jeszcze wykąpać a Artur już wołał na obiad. I to nie byle jaki obiad: przez „menu” przewijały się wielkie krewetki, kalmary, pysznie przyrządzane kurczaki. Kolejnym świetnym akcentem były masaże. Stół do masażu był z widokiem na morze (!) a sesje trwały nieraz ponad pół godziny.  Dzięki temu, że na wyjeździe dostępny był mechanik, nie trzeba było wydawać kroci w hiszpańskich serwisach. Sama miałam awarię, pękła mi szprycha i zcentrowało mi się koło. Na następny trening miałam już koło jak nowe, naprawione przez Dominika.

Ciekawa była też możliwość porannego rozruchu z naszą Mistrzynią Mają Włoszczowską, która przebywała w tym samym czasie w Calpe. Jej rehabilitant prowadził na plaży poranny rozruch, w którym mogliśmy brać udział. Nie zabrakło także takich atrakcji jak jazda na kole za profesjonalistami z CCC jak i właśnie za Mają.

Dnie mijały pracowicie: rower, masaże, jedzenie – czasami brakowało czasu na Jacuzzi! Dodatkowo nad naszą stylówką czuwał SzymonBike http://szymonbike.blogspot.com/. Dzięki Szymonowi mamy całą masę pięknych zdjęć z treningów.

Hmm trochę taki reklamowy mi wyszedł ten opis.. no ale prawda to prawda, więc nie będę się obcinać.  W sumie przez 9 dni treningowych wyszło mi prawie 700 km i ponad 26 godzin na rowerze:). Oby w Polsce szybko dało się jeździć w słońcu!

#10 Istebna

Po raz ostatni w tym sezonie spotkaliśmy się na starcie serii Garmin Powerade MTB Maraton 2012. Nasza ekipa stawiła się w komplecie – 9 osób. Po raz pierwszy w tym sezonie byliśmy w pełnej obsadzie. Finału nikt nie odpuścił, a co poniektórzy Zawodnicy mocno pozmieniali swoje plany zawodowe by móc wystartować w finale. Istebna powitała nas pogodą sprzyjająca do ścigania a każdy Zawodnik naszej drużyny miał w głowie pojechać na 110% swoich możliwości. Na nic analizy i wieczorne kalkulacje, drużyna ustaliła, że każdy ma jechać po swoje. Organizator postawił na sprawdzone rozwiązanie i powtórzył trasę z zeszłego sezonu. Nikt nie miał o to pretensji czy uwag, że nie ma nic nowego. Trasa jest znamienita i należy ją stawiać za przykład dobrze ułożonej trasy do ścigania!!!

Prawie 54 km ścigania na dystansie mega i ponad 1800 m przewyższenia mogły zwiastować spokojny początek ale nie na koniec sezonu. Od samego startu poszło takie tempo, że nogi puchły od samego patrzenia na pulsometr! Najszybszy start w sezonie. Po wjeździe w teren stawka zaczęła się mocno rozciągać i na pierwszym zjeździe było już luźno, nie znaczy, że wszyscy uciekli. To tu to tam ktoś kogoś wyprzedzał albo był wyprzedzany. Każdy na początku ma „świeżość” i stara się znaleźć jak najlepsze miejsce dla siebie w peletonie. Notabene cała trasa jest tak skonstruowana, że nie ma problemu z wyprzedzaniem. Największym smaczkiem jest podjazd na Ochodzitę – tam rozstrzygają się miejsca i ustalana jest kolejność. Marcin który za punkt honoru postawił sobie „objechanie” Janka niestety nie doszedł go na kultowym asfalcie. Janek zrzucił zębatkę niżej i wypruł pod górę jakby miał jakiś silniczek elektryczny. Wojtek toczył dzielne boje z zawodnikami z I-Sport aby na koniec sezonu przypieczętować przewagę nad druga krakowską drużyną. W dalszej części stawki toczyły się pojedynki wewnątrz drużynowe. Grześ odpierał ataki goniącego go Piotrka, a Marta i Tomek jechali swoje. Choć Tomek wytrwale próbował dogonić Martę, ta się jednak nie dała wyprzedzić. Szczęścia nie mieli niestety Kasia i Alan. Naszej liderce pękł hak i niestety nie było możliwości naprawienia go. Co więcej, Kasia chciał zmierzyć się z najmocniejszymi zawodniczkami, m. in. Olą Dubiel i zobaczyć jak jest między nimi różnica. Cóż, los czy też pech chciał inaczej a rozczarowanie z nie udanego startu było jeszcze większe. Natomiast Alan może mówić o mega pechu w tym sezonie. Co maraton to jakieś problemy ale złapanie 4 kapci to już armagedon i apokalipsa. Po wymianie dętek, proszeniu o nowe i łataniu starych postanowił nie kontynuować tej farsy i zrezygnował z dalszej jazdy. Nikt się temu nie dziwi bo są granice cierpliwości choć jego wytrwałość zasługuje na słowa uznania.

Końcówka trasy pomieszał szyki Jankowi. Złapał kapcia i z 27 miejsca open spadł na 41 pozycję. Wynik nie jest zły ale Janek nie był usatysfakcjonowany do końca. Defekt kolegi z drużyny wykorzystał Marcin. W końcu prześcignął Janka i po raz kolejny pokazał klasę w swojej kategorii wiekowej zajmując drugie miejsce w M4. Po maratonie powiedział: „Wygrana z Jankiem się nie liczy bo był defekt ale w przyszłym sezonie na pewno go objadę”. Wojtek ku uciesze tłumu na samym finiszu zaliczył spektakularną glebę na sekcji „korzennej”, 200 m przed metą. Potem powiedział: „Chcieli igrzysk to dostali”. Krew się na szczęście nie polała ale jego rower trochę ucierpiał. Reszta ekipy dojechał bez większych przygód za to w dobrych humorach. Na koniec sezonu co poniektórzy raczyli się złotym napojem chmielowym i oklaskiwali zwycięzców poszczególnych kategorii a niektórzy z naszej ekipy znaleźli się w gronie oklaskiwanych… ale o tym później w podsumowaniu sezonu.

Do zobaczenia w kolejnym sezonie !!!

Nasze wyniki:
Marcin Reczyński 38/2 M4 3:12:39
Janek Szczepański 41/17 M2 3:13:25
Wojtek Bukowiecki 80/32 M2 3:28:29
Grzegorz Tympalski 264/42 M4 4:22:54
Piotr Cisowski 290/49 M4 4:29:27
Marta Ryłko 308/12 K2 4:33:57
Tomek Markiewski 333/99 M2 4:39:59
Kasia Machalica, Alan Goss – DNF

#9 Piwniczna Zdrój

Nasza ekipa po raz 9 w tym sezonie stawiła się na zawodach z cyklu Garmin Powerade MTB Maraton. Tym razem zawody odbyły się w Piwnicznej, a start był zlokalizowany na podjeździe w okolicy Obidzy. Start podjazdem ciągnął się aż na Wielki Rogacz. Takie rozwiązanie ustawiło od razu całą stawkę. Za szczytem czekał bajeczny zjazd do Rytra. Na forum część osób narzekała, że zjazdy łatwe, szutrowe, takie, śmakie i owakie. Życie pokazało co innego. Łatwo nie było, a trzeba zaznaczyć, że pogoda była wyborna i było sucho. Aż strach się bać co by się działo, kiedy byłoby ślisko i mokro. Na pierwszym zjeździe w kilku miejscach trzeba było się wykazać niezłą techniką i refleksem. Na przykład podczas zjazdu Wojtek był świadkiem nieprzeciętnej gleby jednego z zawodników (na szczęście nic mu się nie stało) a sam potem już na „łatwych” szutrach pozbierał kamyczki lewym bokiem przejeżdżając przez podwórko jakiś lokalesów. Niestety zdarzyły się i poważniejsze wypadki w tym miejscu – zawodniczkom Gomoli, bo o nich mowa życzymy szybkiego powrotu do zdrowia.

Następnie Organizator poprowadził nas na Przechybę mega długim podjazdem – trochę ponad 10 km i ponad 800 m w pionie. Początek nie był straszny, ale z każdym kilometrem robiło się ciężej. Potem w nagrodę szybki szutrowy zjazd z lekką dawką techniki w początkowych odcinkach, a potem kto miał większy blat, to uciekał. Tak po kolei na tym zjeździe uciekali, Janek i goniący go zaciekle Marcin, Wojtek goniący za różnymi zawodnikami i uciekający przed ekipą z I-Sport.pl. Kasia uciekająca pozostałym zawodniczkom płci pięknej. Grześ, Tomek i Alan, który cały czas myślami był przy zjeździe, będąc jeszcze na podjeździe.

Po 3 bufecie i szutrowych autostradach czekał na nas jeszcze jeden podjazd, nie tak długi jak poprzedni, ale ze względu na tempo i kilometry w nogach do najłatwiejszych nie należał. Zwłaszcza, że dość mocno zawiewało, co nie ułatwiało jazdy. W nagrodę mega techniczny zjazd singlem po kamieniach i stromych zboczach, a na sam koniec finisz pod górę – jak na wielkich Tourach! Na mecie kolejno zameldowali się: Janek, Marcin, Wojtek, Kasia, Grześ, Tomek i Alan.

Trasa była, ciekawa i urozmaicona. Pogoda była łaskawa, więc było szybko. Podczas deszczu lub mokrej nawierzchni trzeba by się naprawdę spiąć, żeby nie było jakiś przygód. Dzięki takiej konfiguracji trasy i sprzyjającym warunkom nasza drużyna w tej edycji zdobyła ponad 1400 pkt. do klasyfikacji drużynowej na dystansie Mega. Jest to nasz rekord. Co więcej, Kasia zajęła pierwsze miejsce open wśród kobiet (i co logiczne w K2) a Marcin wygrał kat. M4. Dwa pudła nasze. Oby tak dalej !!! Czekamy na finał.

Dziękujemy wszystkim fotografom za zdjęcia i ich udostępnienie w publicznych galeriach, było tego na prawdę mnóstwo. Zaszczytny tytuł „Miss obiektywu” wędruje do Tomka. Na każdym zdjęciu uśmiech i pozdrowienie a ilość fotek na które się załapał to chyba odrobił za cały sezon 🙂

Nasze wyniki
Janek Szczepański 24/12 M2 2:53:58
Marcin Reczyński 29/1 M4 2:56:58
Wojtek Bukowiecki 55/23 M2 3:10:25
Kasia Machalica 82/1 K2 3:23:06
Grześ Tympalski 160/32 M4 4:00:32
Tomek Markiewski 216/62 M2 4:37:39
Alan Goss 230/65 M2 4:54:16

#7 Korbielów

Za nami już 7 edycja tegorocznego Powerade MTB Maraton. Tym razem na tapetę poszedł Korbielów. Okolice znane choć trasa nowa. Ciekawostką jest to, że została zaprojektowana przez lokalnego proboszcza. Pasjonata rowerów i MTB. Widać, że Ksiądz Proboszcz zna się na rzeczy i rozumie idee przyświecające Grzegorzowi Golonko i ułożyli trasę naprawdę zacną. Obfitującą w trudne, techniczne podjazdy, wymagające do tego mnóstwo siły oraz zjazdy nie pozwalające odpocząć nawet na sekundę. Pokonanie ostatniego zjazdu po kamieniach i głazach – zwanych pieszczotliwie Rock Gardenem – odcisnęło piętno na psychice wielu zawodników. Trasa ta pretenduje do zdecydowanie najtrudniejszych i najambitniejszych w tym sezonie.

Nasza ekipa rozpoczęła start w składzie: Kasia, Marta, Janek, Marcin, Tomek i Wojtek. Pomimo wielu trudności technicznych i  niebezpiecznych momentów dotarliśmy do mety wszyscy. Choć nie zaliczymy tego występu do bardzo udanego… z wyjątkiem niezawodnych dziewczyn. Mimo wszystko wynik drużynowy nie jest zły i wskakujemy na 5 miejsce w generalce. Pytanie czy uda nam się je utrzymać do końca sezonu? Byłoby wspaniale.

Kasia odnajdywała satysfakcję w technicznych zjazdach czym wprawiała niejednego zawodnika płci męskiej w zakłopotanie raz po raz ich mijając prosząc o lewą tudzież prawą wolną. Marta dzielnie ją ścigała zajmując miejsce tuż za podium. Podziękowania należą się Markowi Bąkowi, który pomógł jej uporać się z kapciem złapanym na kamienistym zjeździe przed Rysianką. Panowie też nieźle sobie radzili ale do czasu. Marcin debiutował na nowo poskładanej maszynie startowej. Pech chciał, że pękło mu jarzemko i musiał kończyć wyścig na stojąco. Ma gość powera bo pokonał ponad pół trasy w ten sposób. Żal był tym większy, że Marcin jechał w ten dzień wspaniale i mówił, że do defektu jechał z grupie osób które są zawsze sporo przed nim. Janek jak zwykle na swoim niezłym poziomie pomykał aż do złapania kapcia… a potem zaraz drugiego. Nieoczekiwanie najlepiej jadącym zawodnikiem został Wojtek ale tego dnia okazało się, że maraton go przerósł. Po 3,5 h jazdy zabrakło prądu w nogach i dobra pozycja wraz z wynikiem zaczęły odjeżdżać niczym rozpędzony TGV. Długie podróże z wakacji tuż przed maratonem nie służą formie. Janek po defektach, eskortował Kasię i na ostatnim zjeździe doszli Wojtka mijając go ja przeładowaną furmankę… żeby nie pisać inaczej. Tomek też miał problemy kondycyjne ale zaczęły się one na wcześniejszym etapie, koło 30 km. Do tego momentu jechało mu się całkiem dobrze i czerpał pełną satysfakcję z uroków trasy. Szczęśliwie pomimo wszelkich problemów wszyscy dotarli do mety cali i zdrowi, choć niektórzy obici. Wojtek na pięknym singlu zwiedzał okoliczną skarpę… a rower razem z nim.

Maraton, co by nie mówić czy komuś pasował – Kasia, czy nie – Wojtek, pokazał że w Polsce da się zrobić naprawdę trudną trasę pod względem kondycyjnym jak i technicznym. Co więcej, trasa była stosunkowo płynna. Warunkiem czerpania satysfakcji z takiej trasy jest dobre przygotowanie techniczno – fizyczne. Mamy nadzieję, że jeszcze nie raz seria Powerade MTB Maraton zawita w tamte okolice. Co więcej, każdy w tej serii znajdzie coś dla siebie, od tras łatwiejszych po te ultra wymagające jak Korbielów. I za to lubimy ten cykl, że każdy ma się gdzie wykazać.

Nasze wyniki
Janek Szczepański – 82 open/M2 38
Kasia Machalica – 85 open/K2 1
Wojtek Bukowiecki – 88 open/M2 39
Marcin Reczyński – 107 open/M4 14
Marta Ryłko – 194 open/K2 4
Tomek Markiewski – 299 open/M2 82

#6 Ustroń

Nasza ekipa stawiła się w licznym gronie na trasie w Ustroniu. Kasia, Marta, Janek, Marcin, Piotrek, Alan, Tomek i Wojtek powalczyli na trasie która miała ponad 46 km i prawie 2000 m przewyższenia.  Jak na dystans mega to niemało. Zabrakło tylko Grzesia ale może uda się na jakimś maratonie w tym sezonie stawić się w pełnej krasie na zawodach. Dzień zapowiadał się bardzo dobrze a skończyło się jeszcze lepiej.

Peleton wystartował jak zwykle punktualnie o 11 ale zaraz na samym początku musiał się zatrzymać, ponieważ zamknięto przejazd kolejowy. Doszło do wymieszania sektorów i trzeba było się rozglądać kto gdzie jest i kogo ma pilnować. Ci co zyskali wyższe miejsca i tak zaraz na podjeździe znaleźli się tam gdzie ich miejsce. Pierwszy podjazd rozciągnął mocno stawkę. Łatwo nie było bo stromo pięliśmy się w górę. Początek znany z poprzednich edycji. Natomiast druga część trasy to miks szlaków serwowanych z Istebnej z przed 4-5 sezonów oraz z poprzednich edycji MTB Trophy. Organizator został zmuszony do zmiany ostatecznego przebiegu trasy i dołożono kilka km oraz metrów w pionie ale dodało to tylko okazji do poprawienia pozycji.

Trasa obfitowała w bardzo szybkie, nie koniecznie techniczne zjazdy po dużych i luźnych kamieniach. Trzeba było bardzo uważać, żeby nie złapać kapcia. Co po niektórzy zawodnicy z naszego teamu – Wojtek, nie patrzący po czym jeździ – zjeżdżali tak szybko, że pokrzywili obręcze, o dziwo nie łapiąc kapcia. Natomiast szkoda Marcina, który jechał po wynik życia! Na ostatnim zjeździe złapał aż trzy kapcie. Mimo tego osiągnął super wyniki i coraz wyżej pnie się w klasyfikacji generalnej.

Nasze dziewczyny jak zwykle pojechały na pierwszoligowym poziomie – Kasia zajęła drugie miejsce w K2, pomimo poważnego upadku pod koniec wyścigu. Marta była piąta. Pierwsza zawodniczka była poza zasięgiem – Katarzyna Solus – Miśkowicz. Klasa sama w sobie 18 pozycja open. Godnym odnotowania jest także wynik Janka i Wojtka – odpowiednio 32 open i 55 open. Dla Wojtka to wynik życia w tym cyklu z czego się bardzo cieszył. Marcin zajął drugie miejsce w M4 choć na jego wynik miały wpływ kapcie – jak sam powiedział: „Mogłem objechać Janka”. Alan po problemach z pękającym łańcuchem dotarł na metę mocno zmęczony nie tylko upałem ale i naprawami, Tomek nie ukończył zawodów z powodów odcięcia prądu. Jak później mówił, mało lub wręcz brak treningu i mało snu dają znać. Choć dla wtajemniczonych to zrozumiałe… Rodzina Tomka się powiększyła – serdecznie gratulujemy – i ma dodatkowe obowiązki. Noce zrobiły się dla niego dłuższe.

Nasze wyniki
Janek Szczepański – 32 open/M2 20
Marcin Reczyński – 44 open/M4 2
Wojtek Bukowiecki – 55 open/M2 33
Kasia Machalica – 104 open/K2 2
Marta Ryłko – 175 open/K2 5
Piotr Cisowski – 210 open/M4 37
Alan Goss – 330 open/M2 96
Tomasz Markiewski – DNF

Mistrzostwa Świata w IC

Po miesiącach treningów i wielu startach w krakowskim IC, wreszcie nadszedł czas by wykorzystać zebrane doświadczenia w poważnych zawodach szosowych – Mistrzostwa Świata w IC (+ grill ;] ).  Impreza zorganizowana w ramach katowickiego IC z okazji pierwszych urodzin, była następstwem zeszłotygodniowych Eliminacji do Mistrzostw Świata w IC. Z uwagi na wysoką rangę wyścigu/treningu trasa została wydłużona o jedno okrążenie i zamiast standardowych 1:40h miało być 2:30h (na 90km nazbierało się 650m podjazdów). Na katowickim Placu IC stawiła się spora grupa kolarzy, w sile ok. 60 ludzi, w tym 4 dziewczyny i reprezentacja IC Kraków – Adam i ja.

Na katowickiej trasie nie ma stromych podjazdów, co oznacza jazdę w grupie z dużą prędkością. Mimo to nie można narzekać na monotonię – na trasie znajduje się dużo zakrętów, co chwilę idzie strzał, ale peleton konsekwentnie kasuje każdą ucieczkę, odcinek belgijski, czyli przejazd przez serię progów zwalniających, czy przejazdy przez skrzyżowania z głównymi drogami i torowiskami. Słowa uznania należą się katowickiej ekipie za organizację – samochód techniczny + motocyklista, obsługujący zdjęcia,  bidony i zatrzymujący ruch na skrzyżowaniach, dobrze oznaczona trasa i opisane premie, kibice na premii górskiej (tu był grill), a do tego bufet i dekoracja na mecie.

Po wyjeździe z miasta od razu poszło mocne tempo. Postanowiłem odpuścić premie lotne, ale za to zaatakować na górskich (właściwie to takie pseudo-górskie, bo cały podjazd w grupie z blatu się podjeżdża). Po pierwszym podjeździe formuje się około 18 osobowa grupka. Na pierwszą górską premię wpadam trzeci, a kibice wystrzeliwują konfetti dla kolarzy! Przede mną Patryk i Marcin z teamu Gedore, którzy za premią próbują się urwać trzymając mocne tempo. Ucieczka zostaje po chwili skasowana głównie dzięki pracy reszty zawodników z Gedore ;). Następnie na przejeździe kolejowym Adam rozcina szytkę (najlepsze kapcie w peletonie!) i kończy jazdę. Przed drugą górską premią następuje wymuszony 5-minutowy postój na przejeździe kolejowym (3 pociągi ;). Tą premię źle rozegrałem, bo przez chwilę ciągnąłem grupę, a potem zbyt szybko skoczyłem (dwa zakręty za wcześnie) i w efekcie wjeżdżam dopiero piąty. Do mety zostało kilka kilometrów – finisz jest rozgrywany na płaskim odcinku w lesie. Wszyscy rzucili się naprzód, prędkość 50 – 60 km/h. Na kreskę wjechałem w połowie grupy. Stąd został już tylko dojazd do centrum i finisz honorowy na Placu IC.

Ponieważ ta edycja była podsumowaniem rocznej działalności katowickiego IC, na mecie wręczono medale dla najlepszych zawodników oraz dla zasłużonych przy organizacji treningów. Ja na pocieszenie dostałem firmową naklejkę IC ;). Katowickie treningi mają trochę inny charakter niż górskie krakowskie IC, ale też jest ciekawie. Jednak w Katowicach też są dobrzy zawodnicy…

Film: http://youtu.be/e5_xHcvYjrs

Relacja z komentarzem: http://youtu.be/23xkZ3WesF4

Lipcowe IC

Nasza ekipa pomimo wakacji nie robi sobie przerw w treningach i ostro kręci. Jak co środę nasi zawodnicy stawiają się na wspólnych treningach szosowych. 4 lipca odbył się ostatni trening na trasie pod Swoszowicami – przed drugą premią górską droga została rozkopana i budują nowy most. Zatem ekipa organizująca wyjazdy przeniosła ściganie ponownie w stronę Kryspinowa. Trasa bynajmniej nie jest płaska jak ta wiosenna. 12 lipca odbyło się pierwsze testowanie trasy ale w czwartek bo środę padało. Oficjalna premiera była już jak należy, czyli w środę 18 połączona z mocnym ściganiem. Trasa charakteryzuje się tym, że ma dwa warianty – krótszy dla ścigających się pań i dłuższy dla panów. Pozwala to na spotkanie się wszystkich o tej samej porze na mecie i można jeszcze chwilę pogadać.

W załącznikach parę zdjęć z ostatniego wypadu na Swoszowice. Piękne zdjęcia od zaangażowanej Pani Fotograf – Bziuki – bardzo dziękujemy za miłe pamiątki.

#5 Stronie Śląskie

Trasa maratonu średnio ciekawa za to wyniki drużynowe świetne! Kasia stanęła dzisiaj na najwyższym stopniu podium w kategorii K2, Marcin był drugi  w M4 i 30 OPEN, Janek był 14 w M2 i 23 OPEN, Marta wskoczyła na ostatnie miejsce szerokiego podium w K2 a Piotrek zmieścił się w pierwszej 40 w swojej kategorii.

Po 5 maratonach, nasza drużyna plasuje się na 7 miejscu w klasyfikacji generalnej drużyn na MEGA. Czy będziemy w stanie utrzymać lub nawet piąć się dalej w górę w drugiej części sezonu? Wierzymy że tak, choć kolejne drużyny są tuż tuż.

Babki na rowery

Miesiąc za nami, myślę, że można uznać, że czwartkowe damskie treningi się przyjęły.

W połowie czerwca, w pewną środę pogoda nie była najlepsza i na zbiórce na IC na Błoniach zjawiły się tylko 4 osoby. Były to same dziewczyny, w tym dwie od nas z drużyny (Kaśka i ja) , do tego Kasia Polakowska i Beata Kalemba. Mimo deszczu postanowiłyśmy zrobić wspólny trening, po trasie na zachód od Krakowa, a nie po „górzystej” IC. Trening o dziwo odbył się w bardzo dobrych i .. suchych warunkach. Po przejechaniu naprawdę solidnym tempem 80 kilometrów (kilka razy byłam bliska poddaniu się, jadąc dziewczynom na kole :)) stwierdziłyśmy, że było super i może warto to powtórzyć.

Odzew od innych dziewczyn okazał się bardzo dobry i od dobrych 4 tygodni w każdy czwartek na Błoniach zbiera się garstka „szosówek”.

Czy nas będzie 3, 10 czy 20 nie ma takiego znaczenia, dla mnie liczy się to że czwartkowe popołudnie spędzam na dobrym treningu w dobrym towarzystwie. Choć wiadomo – im nas więcej tym jest bardziej klimatycznie.

Wszystkie kobiety zapraszamy do dołączenia. Strona naszej grupy jest tu: https://www.facebook.com/DamskieTreningiNaSzosie