Nasze starty

#6 Korbielów

Szósta edycja Powerade Volvo MTB Maraton miała miejsce w Korbielowie. Stawiliśmy się tam w męskim składzie, dziewczyny niestety nie mogły wystartować. Trasa była bardzo podobna do zeszłorocznej z małymi, tylko kosmetycznymi zmianami. Najlepsze smaczki zostały nieruszone. Niestety aura jak na wakacyjne miesiące nas nie rozpieściła… po raz drugi na zawody po pięknych słonecznych dniach przychodzi załamanie pogody na same zawody. Nasi szpiedzy donieśli, że w piątek było oberwanie chmury a w sobotę, kiedy zjawiliśmy się na starcie cały czas mżyło a temperatura oscylowała w granicach 12 stopni.

Start był stosunkowo łatwy, bo prowadził w dół, ale zaraz potem był kultowy podjazd. Prawie 300 m w pionie na dystansie niecałych 5 km. Wszystkim poszło to solidnie w nogi. Z naszej ekipy jak zwykle najsprawniej radził sobie Marcin. Dalej w trzy osobowym zestawie tasowali się Arek, Janek i Wojtek. Dalej jechali Grześ, Piotr, Alan i Tomek. Marcin cały dystans pilnował wysokiego, 19 miejsca open. Sprzyjający mikroklimat Korbielowa oraz Beskidu Żywieckiego dodaje niesamowitej mocy Arkowi. Pomimo bardzo stromych podjazdów i wymagających, ultratechnicznych zjazdów za którymi nie przepada, Arek czuł się na trasie jak ryba w wodzie. Tuż za pierwszy podjazdem odrywa się od Janka jadącego tuż przed Wojtkiem i pozostawia ich mocno w tyle. Wojtek gubi koło Janka w okolicach Trzech Kopców.  Dalej mimo niesprzyjających warunków swoim tempem jedzie Grzegorz i Piotr. Alan nie uniknął po raz kolejny przygód i po upadku uszkodził klamki hamulcowe, co skutecznie uniemożliwiło mu zjeżdżanie. Mimo to Alan mieści się w limicie czasu i zostaje wpuszczony na dalszą część trasy mega. Tomek niestety już nie mieści się w limicie i zostaje skierowany na trasę mini.

Dalsza część trasy przebiega bez większych emocji. Każdy jedzie swoim tempem po znanych z zeszłego roku szlakach. Zaskoczeniem na trasie jest lekka modyfikacja zjazdu zielonym szlakiem z Rysianki. Mimo zmian zjazd ten jest nadal atrakcyjny i niczego mu nie brakuje. Hamulce można na nim dobrze usmażyć a tarcze rozgrzać do czerwoności. Tuż za drugim bufetem czeka na nas Tomek, który został zmuszony do pojechania dystansu mini. Tam pomaga Arkowi i Jankowi na bufecie. Na Wojtka się nie doczekał. Marcin wciąż lideruje w naszej ekipie i w końcówce wyścigu nie daje sobie odebrać fenomenalnej, 19 pozycji open oraz 2 miejsca w M4. Arek jedzie wciąż jak natchniony aż do ostatniego zjazdu, na którym nieszczęśliwie myli trasę. Na pomyłce stracił około 6 min i w efekcie, czego przyjechał za Wojtkiem, który od drugiego bufetu złapał drugi oddech i w szybkim tempie minął mocno już zmęczonego Janka. Tak mocnej końcówki nie wskazywała słaba jazda w pierwszej części dystansu. Grześ będąc dobrze przygotowanym zmaga się na trasie z jakimś osłabieniem i ogólną niemocą. Mimo tego do mety dojeżdża z całkiem dobrym wynikiem. Piotr konsekwentnie realizuje założenia trenera i z maratonu na maraton jego pozycja w peletonie się poprawia. Z ósemki naszych, teamowiczów jako siódmy dojeżdża Alan. Dla niego na tym maratonie największe brawa z wytrwałość i ukończenie zawodów mimo poważnych problemów technicznych. Tomek niestety kończy tylko trasę mini i zalicza DNF.

Msc. Open Msc. Kat Imię i nazwisko Czas Strata
19 2/M4 Marcin Reczyński 03:41:40.1 +00:34:41
34 13/M2 Wojciech Bukowiecki 03:57:58.5 +00:50:59
35 14/M2 Arkadiusz Biczewski 03:59:39.2 +00:52:40
38 15/M2 Janek Szczepański 04:04:20.3 +00:57:21
62 10/M4 Grzegorz Tympalski 04:24:45.3 +01:17:46
130 23/M4 Piotr Cisowski 05:20:38.6 +02:13:39
186 44/M2 Alan Goss 07:29:01.5 +04:22:02
DNF DNF Tomasz Markiewski DNF DNF