Nasze starty

III etap Podhale Tour – Chabówka

Na podhalu odbywał się III etap zawodów z cyklu Podhale Tour. Zawody te mają formułę jazdy indywidualnej na czas na rowerze szosowym (ITT). Dla naszych zawodników był to debiut w tego typu imprezie. Na starcie stawili się Grześ i ja (czyt. Wojtek). Ze względu na debiut w takiej imprezie towarzyszyła nam duża trema bo nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. Po sprawnych zapisach w biurze zawodów oglądaliśmy zmagania najmłodszych na trasie Mini Podhale Tour. Rywalizacja młodych kolarzy dostarczała wielu emocji nie tylko ich rodzicom ale wszystkim zgromadzonym kibicom. Po tym evencie udaliśmy się na rozgrzewkę. Start zaczynał się o godzinie 11. Zawdonicy startowali co 30 sekund. Z naszej dwójki na trasę jako pierwszy ruszyłem ja a potem Grześ. Trasa miała prawie 49 km długości i 800 m przewyższenia. Najstromszy podjazd miał prawie 17% !!! Na szosę to bardzo stromo. Część zawodników wprowadzała rowery na szczyt. Nam udało się go pokonać w siodle. Podjazdy nie były bardzo męczące choć czasem nogi paliły od tempa w jakim się jechało. Zjazdy były bardzo szybkie. Na niektórych można było rozpędzić się do ponad 70 km/h. Mój rekord to 77 km/h a rekord prędkość zawodów to 84 km/h !!! Pogoda nam dopisała, wykonaliśmy świetny trening a miejsca jakie zdobyliśmy bardzo nas satysfakcjonowały w debiucie. W przyszłym roku najprawdopodobniej wróciły na trasy Podhale Tour i być może podejmiemy trud zaliczenia klasyfikacji generalnej (GC).

1. Smyrek Bartosz – 1:17:40
21/9 (M I) Wocjiech Bukowiecki – 1:26:13 (+8:33)
37/8 (M III) Grzegorz Tympalski – 1:32:29 (14:49)

#5 Piwniczna Zdrój

Pogoda na maratonie w Piwnicznej-Zdroju to najgrubszy „żart” tego sezonu. Już parę dni przed startem zaczęło być deszczowo i stopniowo się ochładzać, by w dniu zawodów zafundować kolarzom 10°C, deszcz i silny wiatr… Czyżby za dużo trzynastek w dacie (13.07.2013)?

Ze względu na środek sezonu wakacyjnego (oraz prognozy?) pojawiliśmy się w mocno okrojonym składzie. Przed startem każdy jak mógł najdłużej poszukiwał ciepłego i suchego miejsca, by dopiero tuż przed zamknięciem sektorów skierować się w stronę tunelu startowego.

Choć przebieg trasy był identyczny do zeszło-rocznego (nie licząc zmiany ostatniego zjazdu, niemożliwego do pokonania w tych warunkach), to jednak wrażenia z jazdy były zupełnie odmienne. Już pierwszy, wtedy szybkie trawersy, były śliskie, a odcinki w lesie błotniste.

Najdłuższy podjazd trasy z Rytra na przeł. Żłobki (pomiędzy Wlk.Rogaczem i Radziejową) o długości 10km i średnim nastromieniu 7% pokonywało się bez zmian (nie licząc ograniczającej widoczność mżawki na okularach), lecz dalszy odcinek grzbietem poprzecinany już był wcale nie małymi kałużami. Również szutrowe zjazdy, szybkie rok temu, teraz wymagały sporo uwagi, gdyż niejednolite, namoknięte podłoże potrafiło znienacka szarpnąć kierownicą na bardziej sypko-grząskich odcinkach.

Podjazd łąką za Rezerwatem Białej Wody wymagał nieco balasu ciałem, by nie zabuksować na przemoczonej trawie. Końcowy odcinek ciągnie się błotem i kałużami bez końca, a i porywisty chłodny wiatr nie uprzyjemnia zadania dotarcia do mety.

Tam na szczęście organizator stanął na wysokości zadania, i poza standardowym makaronem (ciepłym!) oferuje również gorącą (i jeśli kto chce słodką) herbatę. Część osób próbuje ogrzać się przy znajdującym się w pobliżu grillu, jednak szarpiący namiotami wiatr mocno utrudnia to zadanie.

Wymagające warunki poskutkowały 16% DNF (43 spośród 270 uczestników), w tym niestety Tomka. Nasi pozostali zawodnicy zdołali dotrzeć do mety:

Msc. open Msc.kat. Kto Czas
1 1 M2 Mateusz Zoń 2:50:22
32 3 M4 Marcin Ręczyński 3:26:24
79 25 M2 Arek Biczewski 4:01:30
122 23 M4 Piotr Cisowski 4:30:42
155 6 K2 Marta Ryłko 04:59:35
DNF DNF Tomek Markiewski DNF