Nasze starty

#3 Krynica Zdrój

Kolejna edycja Powerade Volvo MTB Maraton odbyła się w Krynicy Zdrój w województwie małopolskim. Na starcie stawiła się cała drużyna z wyjątkiem Marty, która nie była w najlepszej dyspozycji i zrezygnowała ze startu. Pozostała dziewiątka śmiałków – bo tak trzeba powiedzieć – nie wystraszyła się okrutnych prognoz pogody i wszędobylskiego błota. Nie dość, że maraton sam w sobie jest trudny technicznie i fizycznie to ilość błota zdecydowanie podnosiła poprzeczkę. Na starcie dystansu mega stawiło się w sumie 147 zawodników. Zapewne pozostali albo byli rozważniejsi albo zlękli się pogody.

Tak mała ilość zawodników sprzyjała komfortowej jeździe od samego początku. Organizator ze względu na panujące warunki zmienił trasę i „wyciął” kilka kilometrów z początkowych fragmentów trasy i Krzyżowej nie zdobywaliśmy. W zamian zafundowano nam ciekawy i techniczny zjazd czerwonym szlakiem do Czarnego Potoku gdzie rozpoczęliśmy wspinaczkę na Jaworzynę. Przez skrócenie trasy szczyt niektórzy z nas zdobyli w niecałą godzinę. Najszybciej na górze zjawił się Marcin, potem Wojtek a tuż za nim Janek. Kolejno Grześ i Arek, Piotr wraz z Kasią, Tomek i Alan.

Za Jaworzyną czekał na nas błotnisty zjazd stromizną – tam Janek pokazał Wojtkowi, że nie tylko noga liczy się pod górę ale i wyborna technika na zjazdach jest potrzebna. Za zjazdami czekał na nas bufet oraz parę srogich podjazdów w stronę Runka, włącznie z nim. Od tego momentu trasa nabiera bardzo interwałowego charakteru. To w górę to w dół i tak aż do Krynicy.

Po zdobyciu Słotwin można poczuć radość z dojazdu do Krynicy ale niestety to nie koniec walki z trasą. Organizator prowadzi nas żółtym szlakiem przez Huzary aż do góry Parkowej. Najszybciej do ostatniego zjazdu dojeżdża Marcin, chwilę potem Janek a za nim Wojtek, który nie mógł już dopaść kolegi z teamu. Na podjeździe na Górę Parkową zacięty bój toczy Arek z Grzesiem. Na podjeździe po płytach Arek zdobywa lekką przewagę ale na zjeździe klasę i doświadczenie pokazuje starszy kolega. Niesamowita rywalizacja aż do ostatnich metrów gdzie na kresce młodszy bierze górę i wygrywa o niecałą sekundę. Wspaniała rywalizacja aż do samego końca. Okrasą wyścigu też była walka Marcina z Januszem Banasiakiem z Murapolu. Losy rywalizacji o pierwszej miejsce w M4 rozstrzygnęły się dopiero na przedostatniej prostej. Przez skurcz w końcówce Marcin poniósł dwu sekundową stratę. Na mecie prawie równocześnie także stawili się Kasia i Piotr. Kasia po raz kolejny pokazała klasę na zjazdach uciekając starszemu koledze. Niestety Alan ze względu na problemu żołądkowe nie ukończył wyścigu.

Po raz kolejny nasza drużyna robi wspaniały wynik – 1353 punkty i wskoczenie na 4 miejsce w klasyfikacji drużyn. Zobaczymy jak nasze wyniki będą się prezentować gdy na starcie zjawią się wszystkie drużyny w najmocniejszych składach.

Msc open Msc Kat Kat Kto Czas
1 1 M2 Daniel Formela 02:35:04.1
18 2 M4 Marcin Reczyński 03:00:42.1
24 10 M2 Janek Szczepański 03:04:52.8
32 13 M2 Wojciech Bukowiecki 03:12:01.5
44 17 M2 Arkadiusz Biczewski 03:22:43.6
45 8 M4 Grzegorz Tympalski 03:22:44.3
74 2 K2 Kasia Machalica 03:47:36.9
75 15 M4 Piotr Cisowski 03:48:02.0
127 32 M2 Tomek Markiewski 04:50:06.4
DNF DNF M2 Alan Goss DNF

#2 Złoty Stok

Pierwsze górskie ściganie, tradycyjnie już, miało miejsce w Złotym Stoku. Na start wybrała się liczna  7-osoba ekipa (wielkim nieobecnym był Wojtek, którego w Krakowie zatrzymały inne obowiązki i nie tylko). Przed startem, w okolicach biura zawodów wyraźnie widać było, że zmiany terminów dały się we znaki – dawno na tej edycji nie było tam takich kolejek. Z tego też względu start był nieznacznie opóźniony (10min). W przeciwieństwie do konkurencyjnych Zdzieszowic w niczym to jednak nie przeszkadzało – pogoda wystawiła swoich najlepszych zawodników i od rana raczyła wszystkich promieniami słońca i przyjemnym (ok. 22°C) ciepłem.

Początek trasy to długa i mozolna wspinaczka na Jałowiec – ponad 500m w pionie i ponad 8km podjazdu do pokonania. Każdy w teamie ma własną metodę na zmierzenie się z tą górą. Jedni od startu cisnęli ile sił w nogach, inni woleli spokojniejsze rozkręcenie obrotów by zaatakować przed szczytem bądź wyjazd równym, trochę wolniejszym tempem i zachowanie sił na kolejne wzniesienia.

Zjazd na początku i końcu lekko techniczny, w środku jednak łatwy i szybki i już walczymy z kolejnym szutrowym podjazdem. Końcówka podjazdu jak i zjazd biegnie szeroką i wygodną drogą p.poż. Zabrakło  w tym roku zakończenia zjazdu po bardziej płaskiej ale niezwykle wyboistej drodze – przeszkodził odpust w Lutynii. Dzięki temu też podjazd na najbardziej charakterystyczny punkt trasy – Górę Borówkową – jest nieco krótszy, choć nie mniej ciężki. Po minięciu stojącej na szczycie wieży rozpoczyna się najcięższy zjazd na trasie. Na mecie słyszymy, że nie tylko nam chciało wyrwać kierownicę jak na sztywnym rowerze, a palce bolały od hamowania – tutaj po prostu tak jest.

Na tym jednak nie koniec atrakcji, na zakończenie niezwykle smakowity (a raczej kąśliwy) podjazd o odcinkach dochodzących do 20% nachylenia. Najlżejsze przełożenie gęsto było w użyciu, a i tak nie zawsze starczało. Nagroda za jego pokonanie była jak najbardziej adekwatna: 8,5km szybkich zjazdów, aż do samej mety!

Tradycyjnie najszybciej trasę pokonywał Marcin. Dalej lekka luka, którą starali zapełnić się Arek z Grześkiem (tasujący się w pierwszej połowie trasy). Drobnym zaskoczeniem była dalsza lokata Janka, ale jak to skwitował „zdarza się nawet najlepszym” i zapewnił, że na kolejnych maratonach będzie walczył w szpicy :). Kasia jeszcze nie do końca wpadła w swój rytm na podjazdach, ale podobnie jak Marta nie dawała szans konkurencji na zjazdach. Dzięki temu nie straciły zbyt wiele do najszybszej kobiety na trasie i wyraźnie przyczyniły się do dorobku punktowego drużyny na tej imprezie.

Po weryfikacji wyników na mecie okazało się, że tym razem trochę zabrakło do miejsc na pudle, jednak dzięki Marcinowi i Kasi nie zabrakło nas podczas dekoracji. Dzięki dobrej postawie całego teamu zdobyliśmy 1345,43 punkty (aż 219 więcej niż rok wcześniej!) oraz awansowaliśmy na 5-tą pozycję w klasyfikacji drużynowej. Nie wiadomo jeszcze do końca, które drużyny będą walczyć o klasyfikację generalną, ale z pewnością jest to dobry punkt wyjścia przed kolejnymi górskimi maratonami.

Wyniki:

Msc. open Msc.kat. Kategoria Kto Czas
1 1 M2 Marcin Kawalec 1:50:20
33 4 M4 Marcin Ręczyński 2:08:40
75 33 M2 Arek Biczewski 2:22:55
82 10 M4 Grzegorz Tympalski 2:24:33
133 50 M2 Janek Szczepański 2:35:13
183 4 K2 Kasia Machalica 2:47:49
185 31 M4 Piotr Cisowski 2:48:45
197 5 K2 Marta Ryłko 2:50:02

 

#1 Zdzieszowice

Na pierwszej edycji Bike Maratonu organizowanego przez Marcina Grabka wybrało się dwóch zawodników – Arek i ja (czyt. Wojtek). Była to pierwsze edycja ponieważ tak samo jak w innych cyklach ze względu na pogodę były zmiany w terminarzu. Właśnie pogoda na tym maratonie odgrywała główną rolę. Ja, będąc niepoprawnym optymistą wierzyłem, że mimo nieprzychylnych prognoz pogody padać nie będzie. Arek był realistą i od razu nastawił się na to, że będzie lać. A lało się strumieniami, bez przerwy. Już w trakcie dojazdu, w okolicach Katowic auto i rowery zostały dokładnie opłukane… potem było tylko gorzej.

Start był opóźniony o 15 minut z powodu dużych kolejek do biura zawodów. Wszyscy szukali miejsca pod jakimś dachem, parasolem lub namiotem aby jak najmniej zmoknąć. Sektory startowe zapełniły się dopiero na kilka minut przed startem. Trasa w Zdzieszowicach wytyczona jest w okolicach góry św. Anny. Właśnie w tą stronę rozpoczynamy kręcenie. Podjazd bardzo fajny choć asfaltowy mocno rozciąga stawkę. Ja idę ogniem od samego początku a Arek trochę wolniej. O dziwo po wjeździe w część terenową podjazdu nie robią się zatory. Jeden malutki był pod amfiteatrem. I wtedy to zaczęła się błotna masakra. Ledwo po kilku kilometrach każdy jest tak urypany błotem, że ciężko poznać kto jedzie. Wiele osób rezygnuje z dalszej jazdy i na rozjeździe na mini ucieka na metę. My z Arkiem jesteśmy twardzi… i chyba głupi ale kontynuujemy tą farsę w błocie. Z każdym obrotem korby słychać trzeszczący piach i błotną maź w napędzie, tarcze szorują klocki niczym papier ścierny, nogi kręcą jak szalone a rower i tak nie chce w tym błocie jechać.

Za pierwszym bufetem jadąc drogą miedzy polami jest takie błoto, że większość zawodników prowadzi rowery na prostej drodze. Opony zalepione błotem nie obracają się, no istna apokalipsa. Na zjazdach razem z naszymi rowerami w dół suną potoki błota, hamulce odmawiają posłuszeństwa, istne cuda. Ja przeżywam w tych okolicahc lekki kryzys i trochę tracę a Arek walczy z myślami i samym sobą trochę dalej. Z kilometra na kilometr powiększa się między nami dystans. Ja w drugiej części zdecydowanie przyśpieszam, Arek szuka motywacji ale chyba błoto ją gdzieś spłukało i jak sam to określił „kręcił nogami żeby dojechać do mety”.  Pogoda i warunki na trasie mocno nas ograniczały, obydwoje nie potrafiliśmy szybko i skutecznie zjeżdżać, okulary zaparowane. Zdejmować ich nie ma sensu bo z pod kół bryzga błoto w oczy. Tak czy siak nic nie widać.

Mnie udaję się dojechać do mety po trochę ponad trzech godzinach a Arkowi zajmuje to prawie cztery. Całą drogę powrotną zastanawialiśmy się jak to się stało, że zwycięzca – Paweł Więdlocha – pojechał trochę poniżej dwóch i pół godziny. Będąc już drugi raz w Zdzieszowicach nie spodziewałem się, że trasa będzie tak mało błoto odporna. Coż, sprzęt został przetestowany chyba w najbardziej ekstremalnych warunkach pogodowych w jakich mieliśmy okazję startować. Wyniki nie są złe, w szczególności mój choć niestety został on okupiony kontuzją lewej stopy.

Wyniki:
Wojtek Bukowiecki – 39 open/17 M2 3:11:37
Arek Biczewski – 125 open/37 M2 3:59:39

#1 Murowana Goślina

Sezon zainaugurowany z impetem. 1 maja w Święto Pracy szóstka naszych zawodników stawiła się na starcie w Murowanej Goślinie. Wszyscy już zniecierpliwieni oczekiwali startu gdyż w związku z niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi pierwsze imprezy w sezonie zostały przesunięte. Noga paliła się do kręcenia a aura jeszcze bardziej do tego zachęcała. Wielkopolska ugościła nas idealnymi warunkami do ścigania, sucho, bezwietrznie i grubo ponad 15 stopni na plusie. Bajka!

W związku z perturbacjami pogodowymi i nietypowym terminem na starcie stawiło się zdecydowanie mniej zawodników niż zwykle ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Dzięki temu w nowej części trasy było na tyle luźno, że można było jechać swoim tempem i nikt niekogo nie blokował. W zeszłym roku tak dobrze nie było.

Od startu poszło mocne tempo. Jak zwykle w czubie jechał Marcin, o dziwo do szerokiej czołówki dołączył też Wojtek a nie daleko za nim podążał Arek. Dalej Kasia kontrolowała sytuację w żeńskiej części peletonu jedąc z niewielką stratą do zawodniczki Corratec-u. Niestety Magda Hałajczak była poza zasięgiem Kasi. Dalej jechali Piotr i Marta – konsekwentnie swoim tempem. Trasa nie wzbudza wielu emocji ponieważ jest łatwa technicznie. Umiejętność pracy w grupie dużo dawała. Arek i Wojtek w swoich grupach robili bardzo często za lokomotywy. Jak ktoś puścił koło to miał problem i odpadał z grupy. Mimo łatwości trasy i nizinnych warunków na dystansie 73 km uzbieraliśmy 700 metrów przewyższenia.

Na mecie okazało się, że nasza ekipa zrobiła doskonały wynik. Marcin i Kasia wygrali swoje kategorie, Wojtek załapał się do pierwszej 50, Arek w pierwszej setce, Piotr zaliczył udany debiut na trasach Wielkopolski. Jedynie Marta pojechała trochę słabiej niż zwykle ale jak powiedziała na kwaterze – „to nie był mój dzień”. Cóż każdemu się zdarza i kolejne maratony na pewno będą lepsze. Bardzo udany debiut w drużynie zaliczył Arek robiąc jeden z lepszych wyników w historii swoich startów a dla nas dorzucił „trzy grosze” dla generalki drużynowej – oby jak najczęściej.

Edit: Pojawiły sie wyniki druzynowe. Po pierwszym maratonie 7 miejsce i 1403,46 pkt. Jest to wynik gorszy tylko o 0,19 pkt niż najlepszy rezultat drużynowy z zeszłego sezonu. W porównaniu do zeszłego roku w Murowanej poprawiliśmy zdobycz punktową o ponad 160 pointsów !!! Miejmy nadzieję, że tendencja zwyżkowa będzie się utrzymywać i nie dostaniemy zadyszki na żadnym podjeździe.

Wyniki:
1      1     M2   Michał Kowalczyk 02:36:43.6
36    1     M4   Marcin Reczyński 02:53:55.4
45    23   M2   Wojciech Bukowiecki 02:56:41.6
82    34   M2   Arkadiusz Biczewski 03:07:52
130  1     K2   Kasia Machalica 03:21:29.2
138  23   M4   Piotr Cisowski 03:23:15.1
219  12   K2   Marta Ryłko 03:49:21.3